Według wiary waszej niech się wam stanie!

Według wiary waszej niech się wam stanie!

Na Twoim blogu jest sporo o wierze… 

W tych czasach rzadko się spotyka takie podejście… Czy to jakiś szczególny rodzaj religii / kościoła?

Dziękuję za to pytanie @slow_life_wife.

Odpowiedź będzie długa, ponieważ to rzadkie podejście kształtowało się kilka lat.

 Jednak na pewno nie uchwycę w niej wszystkiego, co zrozumiałam, bo wyszłaby z tego książka. Ale jeżeli podczas czytania, zrodzą się w Twojej głowie jakiekolwiek pytania, pisz śmiało! Odpowiem na nie w miarę moich możliwości.

I myślę, że będzie uczciwie jak nie opiszę tylko mojego chodzenia z Bogiem, a drogę, którą szłam by uzmysłowić sobie Jego istnienie. Istnienie Boga jako Absolutu, a nie starca na tronie z wielką rózgą. Boga jako Miłości.

W tym pisaniu chcę też podkreślić, że nie ma osoby, której jest łatwiej dojść do Boga. To jest proces. Trzeba się tylko na niego zdecydować i ruszyć.

wiaraTrzeba się nawrócić (metanoia) – czyli radykalnie zmienić myślenie.

Drzewo dobra i zła

Pochodzę z rodziny antyklerykalnej, gdzie ojciec patrzy na Boga przez pryzmat kościoła katolickiego, którego nienawidzi. Jawne szykany i mowa nienawiści względem kleru towarzyszyły moim uszom od zawsze. Mimo to, choinka w domu była i jajka wielkanocne nieświęcone również były.

Tradycja powiadają. Tradycja.

„Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę przez tę filozofię będącą czczym oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie.” Kol 2,8

Dużo z ojcem o życiu rozmawiałam. O kościele. O patologiach społecznych. Jednak nigdy nie gadaliśmy o Bogu bez religii. Jakbyśmy utknęli w szufladzie antyreligijności.

W liceum po spektaklu księdza depczącego pieniądze, rzuciłam lekcje religii.

Nie rozumiałam, że jest coś innego niż religia, w której mi wiele nie pasowało. Że jest wiara. Możliwe, że wiarę i religię traktowałam jako synonim, choć wolę wersję, że po prostu nie rozmyślałam nad tym za wiele.

Stwierdziłam, że nie rozumiem Boga. Że sprawa zbyt delikatna. Intymna. Że jak dojrzeję by go poznać, to go poznam.

Żyłam intensywnie. Studia. Ambicje. Problemy. Porównywanie do innych, tylko po to by sobie dołożyć. Dziwne zajawki. Ucieczki w dziwniejsze zajawki. Samopotępienie. Kłótnie. Złości. Łzy. Euforie. Totalna labilność. Ze skrajności w skrajność. Do przodu, bez skutków. Z sukcesami na miarę mojej niewiary. I niby wszystko grało, a jednak z sekundy na sekundę potrafiłam przejść ze stanu radości w stan totalnej rozpaczy i to nie dawało mi spokoju.

ZMĘCZENIE MATERIAŁU

Zaczęłam obcować z osobami, które należały do różnych organizacji religijnych. Był we mnie strach, że na pewno będą chcieli mnie do tych organizacji zwerbować. Z drugiej jednak strony, chciałam mieć coś do powiedzenia rozmawiając z nimi, więc zaczęłam czytać Biblię. Tylko po to, żeby udowodnić, że racja jest po mojej stronie. Jednak moje egoistyczne pobudki zweryfikował czas, bo dość szybko zaniechałam próby zgłębiania Pism.

Pochłaniałam natomiast miliony książek motywacyjnych. Spamowałam swoje dni powtarzaniem sobie, że siebie lubię. Aż pewnego razu, jeden z autorów motywacyjnych zacytował fragment Biblii:

„Według wiary waszej niech się wam stanie!” Mt 9:29

Trafiło to do mnie. Nie wiedziałam jeszcze czym jest wiara, ale dotarł do mnie ten oklepany sens, żeby myśleć pozytywnie, bo myśli się ziszczają.

Zaczęło się wiele zmieniać w moim życiu. Wciąż bujałam się na huśtawce labilności, jednak zdecydowanie mniej i z obserwacją siebie. Zauważałam, kiedy zła myśl pojawiała się w mojej głowie. Zastanawiałam się skąd się wzięła, po co mi ona i w miarę ówczesnych możliwości pozbywałam się jej poprzez akceptację. I zaczęłam czytać Biblię.

Jednocześnie dużo szukałam. Przewinęłam się przez wiele religijnych tematów, poznawałam zasady różnych organizacji. Jednym słowem każdego dnia wertowałam internet, by dowiedzieć się czegoś więcej o Bogu. By zrozumieć, o co z tym wszystkim chodzi.

NAUCZYŁAM SIĘ, ŻE NIE WAŻNE KTO I JAK MÓWI, ALE CO MÓWI

W innym razie moje poszukiwania skończyłyby się zanim się zaczęły. Ludzi mówiących o Bogu jest mnóstwo. Jako początkujący poszukiwacz chłonęłam wszystko. Byłam zafascynowana poznaniem innych, ich wywodami i lekcjami jak żyć… Tylko, że im dalej w las tym ciemniej. Nagle zaczęłam zauważać wiele niespójności. Ci głosiciele Słowa potrafili rozjeżdżać się w fundamentalnych kwestiach. Momentami mnie to zniechęcało, bo jak poznać Boga, o którym każdy może powiedzieć, co chce? Jak badać Pisma, skoro każdy może rozumieć je inaczej? Te jak i wiele innych pytań rodziło się w mojej głowie.

Kim jest Jezus? Chrystus? Czym jest wiara? Wiara w Jezusa? Czemu starotestamentowy Bóg zabijał ludzi? Które prawo mnie obowiązuje – nowo czy starotestamentowe? Jak czytać Biblię? O co chodzi z Duchem Świętym? I czy Ziemia jest płaska?

Płaska Ziemia?

Zacznę od tego, że dziś dla mnie Ziemia może być pączkiem. Póki się nad nią nie wzniosę, to nie wiem jak wygląda, jedynie mogę wierzyć w jakąś naukowo nienaukową teorię. Jednak zanim to zrozumiałam, był moment, że totalnie wsiąkłam w teorię Płaskiej Ziemi. Zwłaszcza, że Biblia co nieco o jej kształcie mówi. O tym, że jest okrągła, ma filary i sklepienie zwane niebem, nad którym jest woda. Dzięki tym opisom zrozumiałam, że jest wiele ewentualności postrzegania rzeczywistości, a większość z nich opiera się nie na wiedzy, a na wierze. Kłóciłam się z ludźmi, żeby przynajmniej przyznali, że ich pewność dotycząca kształtu Ziemi, to wiara w słowa innych, bo przecież żadne z nich jej z góry nie widziało, nie?

ziemia

Płaska Ziemia okazała się jednak bardzo przydatna w drodze rozwoju duchowego. Uświadomienie sobie, że jest to kolejny temat skłócający masy, pozwoliło mi zrozumieć, że cały ten światowy zgiełk istnieje tylko po to, by człowiek oddalał się od Miłości.

Umierały we mnie resztki narzucania czegokolwiek komukolwiek.

Jezus nie chodził i nie łapał ludzi za gębę, każąc im w siebie wierzyć. On mówił do ludzi, którzy chcieli go słuchać. A niewiele osób chce słuchać. I tego na początku nie mogłam zrozumieć. Im bardziej ogarniałam, o co temu Bogu chodzi, tym radośniej mówiłam ludziom, że mam rozwiązanie na ich życiowe niedole. I bardzo często natrafiałam na ścianę. To tak jakby iść z lekarstwem na raka do chorych i zostać totalnie odrzuconym…

Drzewo życia

Ochrzciłam się. W wodzie. Nie w organizacji. Nie w żadnym kościele. Nie dla kogoś, czy z przymusu. Nie po to, by ludzi świadomie nieochrzczonych traktować gorzej. Nie po to by mówić, że to jedyny sposób na przyjście do Boga. Pisma mówią o chrzcie w wodzie. Aczkolwiek czy ta woda, o której mówią jest tą literalną wodą? Wtedy tak to rozumiałam, dzisiaj zastanawiam się, czy chrzest w wodzie nie mówi o wymiarze duchowym. Jednak ten akt był dla mnie ważny. Symboliczny. Przełomowy.

Czułam jak wspinam się po drabinie poznania, jak wspinam się ze szczebla na szczebel. Jak pytania, które wcześniej stawiałam nabierały odpowiedzi. Zrozumiałam, że najważniejsza jest relacja z Bogiem. Pismo Święte jest ważne, aczkolwiek czytane tylko z Duchem. Bo litera zabija, a Duch ożywia.

„On też sprawił, żeśmy mogli stać się sługami Nowego Przymierza, przymierza nie litery, lecz Ducha; litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia.” 2 Kor 3:6

Co to znaczy?

Że nie można traktować wielu wersetów dosłownie, przez rozum. Trzeba czytać sercem. W Pismach jest mnóstwo symboliki. Mnóstwo ukrytych treści. Opisy rzeczywistości materialnej mówią o świecie duchowym.

Pewnych kwestii bym nie dostrzegła, gdyby nie otwarta głowa na poznanie innych ludzi.

Znaczy to również tyle, że Boga można znaleźć w wielu rozmaitych źródłach, tylko trzeba wiedzieć jakiego Boga szukać, by się nie pogubić. A by to wiedzieć, trzeba Go znać.

Jak poznać Boga?

I tu jest pewien niuans, ponieważ jest to proces nieskończony.

Prawdziwy obraz Boga objawił nam Jezus. Przedstawił Boga, który kocha miłością bezwarunkową. Więc jeżeli chcemy poznawać Boga, to nasze oczy powinny być zwrócone na Jezusa, o którego czynach i słowach najwięcej przeczytamy w Pismach.
wiaraUświadomiłam sobie, że nie dotrę do mety, bo ona nie istnieje. Że nie zamknę się w żadnej szufladzie, bo to zabija poznawanie. Będę jednak biec wytrwale.
Jak uwierzyć?
Czytać, słuchać, czytać, słuchać, czytać, słuchać. Wiara rodzi się ze słuchania Szukać. Badać. Rozeznawać sercem.
„Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa. ” Rz 10,17

W tych czasach rzadko się spotyka takie podejście…

Wierzę, że coraz częściej, ponieważ gdyby nie inni ludzie, którzy zrozumieli pewne kwestie przed mną, nie byłabym tu, gdzie jestem teraz. Ludzie, którzy należeli do różnych kościołów i z nich wychodzi, bo czuli, że coś im nie pasuje. Coś się nie zgadza. Czy ludzie, którzy tak jak ja, nigdy się z żadnym kościołem nie utożsamiali.

Czy to jakiś szczególny rodzaj religii / kościoła?

Tak. To bycie wolnym w Miłości. Wolnym od grzechu, czyli od chybienia celu. To bycie gotowym na otwieranie oczu. To życie w obfitości. Przebaczeniu. Bez strachu. Życie z siłą, by przeciwstawiać się złu. To chodzenie w wierze. W światłości. To wzrastanie w mądrości. To kochanie innych. Kochanie siebie.

„A wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy.” Hebr 11:1

PISANINA W TEMACIE:

Patrz, co mówisz!

Życiowe paradoksy, czyli jak jeść by żyć?

O samostanowieniu i czarnym poniedziałku rozkmin kilka

Welcome to the Matrix – podłączeni do strachu

Jak znaleźć miłość? Ty wiesz najlepiej

Daria

Świat na papierze określa mnie jako pedagoga zdolności i informatyki, super sprzedawcę, anglistę wychowawcę, grafika rysownika - dariuszka.pl - czy inną dziwną postać z zadartym nosem. A ja jestem płomieniem tworzącym przestrzeń miłości w ognisku domowym. Matką kochającą kwiaty, koty i modę (tę szperkową lumpeksową najbardziej).

Komentarze do wpisu

  1. Każdy ma inną do niego drogę. Każda jest dobra i słuszna.

    Trzymam kciuki ?

    1. Chcialam zawrzeć podobne zdanie w tekście, ale zauważyłam, że to dość powszechne ostatnio podejście jest w znacznej większości źle interpretowane. Bo dróg do Boga jest wiele, każdy ma swoją ścieżkę bo każdy odbiera życie na swój sposób. Jednak to dotyczy samego dojścia do uzmysłowienia sobie, że Bóg jako taki JEST. Kiedy człowiek ma już tę świadomość to dróg nie jest za wiele.

      Mt 7:14 Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!

      Co ciekawe mało jest takich którzy ją znajdują. A ludzi którzy uważają, że każdy może Boga poznawać i zbliżać się do niego na swój sposób jest stosunkowo niemało, nie?

      Mt 7:21 – 23 Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: „Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?” Wtedy oświadczę im: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!”

      Nie piszę tego, żeby jakkolwiek gloryfikować swoje zdanie czy namawiać do posłuszeństwa. Zachęcam tylko do codziennego sprawdzania czy na pewno jest się na właściwej ścieżce. Tak jak czytamy w

      Dziejach Apostolskich 17:11: Ci byli szlachetniejsi od Tesaloniczan, przyjęli naukę z całą gorliwością i codziennie badali Pisma, czy istotnie tak jest.

      Codziennie badali czy istotnie tak jest, w innym przekładzie ‚czy tak się sprawy mają’. A robili to między innymi dlatego, bo wiedzieli, że wiele nauk, wielu nauczycieli, interpretatorów, przewodników duchowych „To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną.” (Mt 15:14)

  2. A ja oddalam się i zbliżam…nie wiedzieć czemu taka labilność. Być może za mało Go jeszcze znam..trafiłam tu przypadkiem i zostaje na dłużej. Dziękuję

    1. „Zbliżcie się do Boga, a zbliży się do was.” Jak 4:8 Złu nie zależy na tym, żebyś była z Bogiem, stąd ta labilność. Miotanie, niepewność. A czym je zło? To chociażby złe myśli w głowie. Nie utożsamiajmy się z nimi. Oddajmy wszystko Miłości. Zbliżmy się do niej. Dzięki, że jesteś! <3 Zostań na dłużej!

  3. Szacunek za tak piękny opis własnego pojmowania i życia z bogiem. Tekst o płaskiej ziem natomiast, to zwykły,śmieszny bełkot;)

    1. Cieszę się zatem, że tekst kogoś rozśmieszył. Toż śmiech, to zdrowie ?

  4. Naprawdę masz talent pisarski. To …..po Tacie. Milo Cie czytac.Chetnie bede do Ciebie zagladac. Zazdroszcze rowniez odnalezionedprzez Ciebie drogi,ktora tak pieknie kroczysz. Dziel sie swoimi przemysleniami z innymi. Potrafiaz zmusic do myslenia….

    1. Kochana jesteś ♥ Mam nadzieję, że Twoja głowa już pracuje i duma nad Wszystkim. I nie ma czego zazdrościć, nie mam na to monopolu, możesz kroczyć tą samą drogą! Kocham!

Dodaj komentarz