O samostanowieniu i czarnym poniedziałku rozkmin kilka

O samostanowieniu i czarnym poniedziałku rozkmin kilka

Mam takie epizody w życiu, że w krótkim czasie, wiele rzeczy zaczynam rozumieć, jestem pełna ekscytacji i wdzięczności, by znowu na jakiś czas mieć poczucie wiszenia w próżni. Czas, kiedy niby nic sensownego do mnie nie dociera, kiedy nie umiem wyłapywać odpowiedzi, formułować trafnych pytań. Jakby taki czas odpoczynku…

który mimo wszystko też jest swego rodzaju wzrostem.

NIBY NIC, A JEDNAK COŚ

Kiedy spojrzę na to z szerszej perspektywy, to widzę, że w naprawdę niedługim okresie, wiele rzeczy zrozumiałam. Chociażby fakt, że często, jestem w stanie sama zaprzeczyć swoim wcześniejszym mniemaniom. Uczę się więc nie przywiązywać do żadnych idei, wiedząc, że tylko wtedy nastanie jakiś progres. W sumie, to jest to bardzo fascynujące.

To słowem wstępu.

Chciałam dzisiaj napisać o moich przemyśleniach w związku z samostanowieniem. Bodajże w październiku czy listopadzie była ta słynna akcja czarny poniedziałek, gdzie rzesze kobiet szły walczyć o swoje prawa. Osobiście nie jestem zwolennikiem manifestacji. Nakręcają człowieka na jakiś temat, ten to łyka i idzie pełen nienawiści walczyć o swoje, bo przecież mu się należy. I nie chcę powiedzieć, że się nie należy, ale w całej tej szopce jest jakaś dziwna spirala negatywności i bezsensu. I śmiem wątpić, że ludzie faktycznie wierzą, że coś osiągną, co stawia manifestacje w jeszcze gorszym położeniu.

Pamiętam jak w ten czarny poniedziałek napisały do mnie siostry, że są ubrane na czarno, idą strajkować, bo uważają, że to słuszne. Napisałam im, że ja jestem ubrana na kolorowo, strajki mnie nie bawią, że to jak zwykle napompowana sprawa, pożywka dla zła. I że nieważne jakie jest prawo, jak ktoś chce coś zrobić, to i tak to zrobi.

samostanowienie, strajki

Z racji tego, że nie mam TV i nie czytam info o tym co się w polityce i na świecie wyprawia, co może czynić mnie ignorantką, to jedyne informacje jakie do mnie docierały pochodziły z przypadkowych źródeł. W jakim byłam szoku, kiedy o tym, że Natalia Przybysz dokonała aborcji dowiedziałam się kilka miesięcy później. Dopiero wtedy poczułam moc tego, że rzeczywiście mnie to nie obchodzi.

Media, problemy, ochy i achy, strachy i lęki

– to jest na porządku dziennym

Zawsze znajdzie się temat do szopki

Jednak ten czarny poniedziałek czegoś mnie nauczył. Właśnie temu dziwnemu strajkowi zawdzięczam refleksję, którą ciężko jest opisać słowami. Narodziło się we mnie takie głębokie przeświadczenie, że człowiek w tym swoim egoizmie urósł do takich rozmiarów, że wydaje mu się, że może o wszystkim decydować. O sobie decydować. Że wszystko zależy od niego. Poczułam jakąś odrazę do tej pychy ludzkiej.

Oczywiście pojęłam to na takim poziomie, który jest wysoko ponad argumentami, że przecież każdy ma prawo do decydowania o sobie. W jakiś sposób się z tym zgadzam i może tak działa wolna wola, więc czemu by nie dawać ludziom legalnych szerszych wyborów? Jednak na poziomie duchowym zrozumiałam, że jesteśmy odłączeni od źródła. Nie ufamy. Nazywamy się wierzącymi, ateistami czy innymi szufladami, a tak naprawdę nie mamy relacji z prawdziwym sobą, nie znamy swojej tożsamości. Często pozostajemy w tej zastanej stagnacji i nie chcemy się rozwijać, myśleć, zadawać pytań.

Gdyby tak zajrzeć do Biblii, to można zobaczyć, że Lucyfer został strącony z Nieba, właśnie dlatego, że wkradł się do jego myśli koncept samostanowienia. Ja, ja, ja decyduję o przyszłości sam, o swojej drodze i tempie rozwoju.

Jakże atrakcyjna to idea. Przypisano jej wiele racji, ubrano w ciuszki prawdy i życie toczy się dalej.

5 Księga Mojżeszowa, Biblia Warszawska
8:17  Abyś nie mówił w swoim sercu: Moja moc i siła mojej ręki zdobyła mi to bogactwo.
8:18 Pamiętaj, że to Pan, Bóg twój, daje ci siłę do zdobywania bogactwa, aby potwierdzić swoje przymierze, które poprzysiągł twoim ojcom, jak się to dziś okazuje.

Nie wiem ile z tego zrozumiecie, ile ja sama z tego rozumiem. Widzę na pewno, że myślenie mi ewoluuje, jak to napisałam na początku, raz szybciej, raz wolniej.

Z pewnością by iść drogą rozwoju trzeba wyrzucić z głowy przeświadczenia i poglądy, które ukształtował w nas świat. Zadawać pytania. I oczekiwać odpowiedzi, by później się z nimi zmierzyć.

samostanowienie, strajki

Bóg nie jest starcem na tronie. Nie ma grzechu pierworodnego. Biblia nie jest Słowem Bożym. Kościoły głoszą ideę jakiegoś dziwnego wyobrażenia boga, który jest schizofrenikiem i oczekuje ofiary i poklasku. Ludzie zachowują się jak żebracy, a nie Królowie i Synowie Boga. I wiele innych słów i zdań, co by można o nich eseje pisać i palić za nie na stosie.

Podobno idzie zrozumienie. Widzę jak co rusz powstają nowe wspólnoty, ale to ciągle na jakimś poziomie tapla się w błocie. Większy progres zauważam u poszczególnych jednostek, niż w grupach, które często zmierzają do jakiegoś pułapu, osiadają na nim i nie ma mowy o zmianie myślenia.

Coś we mnie mi mówi, że jednak tak ma być. Ten dualizm. Dobro i Zło.

Jednoczesny wzrost pszenicy i kąkolu (Ew. Mateusza, 13:24-30).

Bo rozwój chyba na tym polega, że nie wlatujemy helikopterem na górę, ale wspinamy się na nią boso. Muszą być bodźce kształtujące nas. Kompleksowo. Intelekt, emocje, duch. Jedność.

To tyle z mojej rozkminy i obecnego zrozumienia. Dla tych co mają otwarte głowy, dla siebie samej.

Joł 😉

Daria

Świat na papierze określa mnie jako pedagoga zdolności i informatyki, super sprzedawcę, anglistę wychowawcę, grafika rysownika - dariuszka.pl - czy inną dziwną postać z zadartym nosem. A ja jestem płomieniem tworzącym przestrzeń miłości w ognisku domowym. Matką kochającą kwiaty, koty i modę (tę szperkową lumpeksową najbardziej).

Dodaj komentarz