Relacja z porodówki

Relacja z porodówki

Relacja z porodówki, czyli kilka słów o porodzie w katowickim Szpitalu im. Stanisława Leszczyńskiego oraz trochę przemyśleń…

Będzie ciekawie!
Let’s start!

Na oddział zgłosiłam się 8 dni po terminie. Prawdziwy powód był taki, że skończyło mi się L4, a mój lekarz prowadzący nie chciał mnie już widzieć z brzuchem. Stwierdziłam więc, że pojadę na oddział, pokażę im, że żyję i pewnie tak się dogadam, że nie będę musiała tam zostawać.

Jednak system taki jest, że 8 dni po terminie muszą mnie zatrzymać w szpitalu. Więc zostałam. Pełna nadziei, że przyjdzie mi urodzić w poniedziałkową pełnię księżyca. Był czwartek.

Te kilka dni – myślałam – przetrwam i dzielnie będę stawiać opór wszystkim zachętom wywoływania porodu.

porod,ciaza

Dzień 1 Czwartek

Zwiedzam oddział, leżę, jem i nawiązuje szpitalne znajomości.

Dzień 2 Piątek

Poranny obchód, po którym zapraszają mnie na badanie ginekologiczne. Rozwarcia brak.

-To może balonik Foleya? Wie Pani, tyle dni po terminie…

Balonik Foleya – myślę – chyba nie jest to takie złe. Decyduję się i zakładają mi to ustrojstwo, które ma zrobić rozwarcie, wywołać skurcze i poród. W międzyczasie dowiaduję się, że obok na sali też leży dziewczyna z ciążą po terminie. Jej też zakładają balonik. Śmigamy tak cały dzień z tymi balonikami po szpitalnych korytarzach, ona odczuwa jakieś skurcze, ja żadnych. Jednak kiedy nastaje noc, skurcze spadają i na mnie. Ból okropny, więc zwijam się w kokon i liczę regularność skurczy. Przez 3h są regularne, co 6 minut, jednak nagle wszystko się rozstraja i stwierdzam, że to jeszcze nie to. Czuję ulgę. Ból przeszedł i mogę normalnie zasnąć. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.. Mój fałszywy alarm zadziałał pokrzepiająco na dziewczynę z łóżka obok, która naprawdę zaczęła rodzić.

Balonik nie wypadł, wyjęli go rano. Zrobił rozwarcie na 4cm.

Koleżance po terminie też nie wypadł.

Szwędamy się dalej.

Dzień 3 Sobota

Robią mi USG. Z młodą wszystko w porządku. Proponują mi lewatywę na rozruch. Koleżance – oksytocynę.

Lewatywa u mnie nie zadziałała, oksytocyna u niej również nie.

To czekamy na pełnię!

Dzień 4 Niedziela

Proponują mi oksytocynę. W zasadzie, to nie wiem jaki mam wybór, bo 11 dni po terminie, to system każe zadziałać. Każdy się zabezpiecza.

Zanim trafiłam do szpitala twardo broniłam stanowiska, że: szpital to jest fe, a medykalizacja jest do bani. Najlepiej to rodzić w lesie, toż to natura tak to wymyśliła, że można. Internet mnie dzielnie wspierał w twierdzeniach, że oksytocyna, to zło najgorsze, bo bardziej boli. Że w szpitalach pacjentki są traktowane przedmiotowo. Mowa nienawiści i strachu. Oczywiście przepuszczałam to przez sito, wierząc, że mój poród będzie bajkowy, ale jakaś niechęć do systemu się we mnie wytworzyła.

Zgodziłam się na podanie oksytocyny. Przekonana, że na koleżankę oksytocyna nie zadziałała, to na mnie również nie zadziała. Przecież nic na nas nie działa 😉 Zadzwoniłam po Artura, żeby przyjechał i poprosiłam położną o jeszcze jedną lewatywę… żeby przedłużyć podanie tej nieszczęsnej oksytocyny.

Wzięli mnie na porodówkę, podłączyli hormon szczęścia, KTG i kazali leżeć. Artura wysłali na obiad.

A więc leżę. W tle leci.. Michale Jackson i wolne piosenki, które kojarzę ze szkolnych dyskotek. Jest godzina 12. Rozmawiam z położnymi. Mówią, że Interenet w ciąży powinien być zakazany, że wypisują głupoty, że po sztucznej oksytocynie, to poród bardziej boli. Dowiaduję się przy okazji, że innego znieczulenia niż gaz rozweselający nie dostanę, bo moje wyniki krwi na to nie pozwalają.

Przecież i tak chciałam rodzić w lesie, więc co to zmienia?

Zwiększają dawkę oksytocyny. Mam lekkie skurcze, ale myślę sobie, że czekam do 19, po 5h próby wywoływania porodu, odeślą mnie na salę. Urodzę jutro. Jutro pełnia, a większość zwierząt rodzi w pełnię.

Godzina 14, przychodzi położna sprawdzić jak mi idzie poród.. I co? I co się wydarza?

Odchodzą mi wody…

Czyli, że to już?

Wody odeszły piękne i czyste i sama położna stwierdziła, że wywoływać tego nie trzeba było, bo to zapewne 39 tydzień leci, a nie 42, ale system to system.

Pytamy położną, co sądzi o porodach domowych. Mówi, że po tylu latach praktyki nigdy by się na to nie zdecydowała, ponieważ wiele rzeczy już widziała i czasem w ostatniej chwili potrzebny jest sprzęt medyczny.

Trafia do mnie jej argument, zwłaszcza, że widzę jej profesjonalizm. Już nie chcę rodzić w lesie 😉

Godzina 15 – skurcze są coraz mocniejsze. Odłączają mnie od KTG, żebym sobie pochodziła, poskakała na piłce, poszła pod prysznic.

O tak, gorący prysznic, to było to. Aczkolwiek nie było ze mną już rozmowy.

Między skurczami – chwila ulgi, a przy skurczach – buczenie i wydawanie dźwięków, co by masowały moje ciało od środka.

Dochodzą nas słuchy, że koleżance po terminie odeszły wody i rodzi na sali obok.

Każą mi wracać pod KTG. Leżeć? Teraz? Przecież, to boli niemiłosiernie. Ta pozycja jest okropna przy skurczach. Klęczę przed tym łóżkiem i mówię, że na nie nie wracam, że jeszcze chwila.

Wróciłam.

Położna proponuje gaz rozweselający. Mam wdychać na skurczach.

I chyba tutaj wszystko stało się aczasowe. Nagle mi mówią, że zaraz urodzę, że głowa już jest nisko. Zbiega się cała ekipa lekarska. Karzą mi przeć. Kiedy ja po tym gazie to jestem jak z waty. Oczy pijane. A hasło, że jeszcze mam trzymać nogi rękami, to już w ogóle było idealnie w porę. Przecież ja nie czuję ciała.

Krzyczą, że źle prę. Że nie do buzi, a do brzucha mam przeć.

porod, hulkPodobno kobieta w ostatniej fazie porodu wygląda jak Hulk…

Artur trzyma mnie za głowę, a położna mówi, żeby wyszedł, bo jest blady. O tak, o omdleniach mężczyzn na porodówce, też było głośno. Jednak ja ostatkiem świadomości mówię, że ma zostać. On sam mówi, że zostaje.

Inna rozmowa.

-A to proszę, niech Pan zobaczy, tu już widać główkę!

Ja widzę tylko metal do nacięcia krocza. Czuję nacinanie, ale wszystko mi jedno. Gaz mnie rzeczywiście rozweselił.

I wreszcie czuję jak wychodzi ze mnie człowiek.

18:20

Kładą mi ją na brzuchu. Patrzę na tego krzykacza naćpanym wzrokiem. Nie dociera do mnie za wiele, ale i tak mówię, żeby czekali z odcięciem pępowiny do momentu odtętnienia. Na co oni, że wiedzą co robią 😉

Artur przecina pępowinę. Młoda ma 10/10. Kładą ją obok w szklanym wózku, Artura przepędzają, a mnie usypiają na szycie.

Poterminowa koleżanka pojechała na cesarkę. Na kilka trwających w tym czasie porodów, mi jedynej udało się urodzić naturalnie.

Po porodzie w szpitalu spędziłyśmy 3 dni..

3 bardzo intensywne dni w bólu początkowo uśmierzanym paracetamolem. Dni mijające na wpatrywaniu się w Polę. Przystawianiu jej do piersi. Zaciskaniu warg, kiedy ssała.

Ból towarzyszący pierwszym karmieniom jest tak inny, tak intensywny, że czuje się falę ciepła przepływającą przez całe ciało, trafiającą do głowy i rozlewającą się w błogostan. Ogarniająca senność. Jednocześnie przystawianie do piersi działa jak guzik, włączający oczyszczanie macicy. Sprytnie to zostało stworzone.

Co mnie uderzyło w innych pacjentkach?

To co mnie zawsze szokuje w ludziach.

Strach. Słaba retoryka. Wieczne się banie, że mleka w piersiach nie ma. Że bilirubina za wysoka. Że CRP za wysokie.

Brak świadomości. Brak edukacji.

Źle dobranymi słowami i myślami jesteśmy w stanie zaburzyć wszystko.
Poród, laktację, życie.

Trzeba zacisnąć zęby.

Nie wyobrażam sobie, żeby kiedyś matka, która może karmić,  świadomie zdecydowała się na niekarmienie piersią.

Dziś mamy modyfikowany substytut mleka. Z pewnością jest to ratunek dla wielu dzieci,  ale obecnie mleko modyfikowane jest nagminnie wykorzystywane i promowane jako zamiennik mleka matki, niezależnie od tego czy ma ona pokarm czy nie. Czy dziecko najada się jej mlekiem, czy nie. Czysty marketing.

I jeszcze kilka słów o szczepionkach…

Internet głosi, Stop NOP głosi, że jest przymus szczepień. Że zaraz wpadnie Trump czy inny u władzy, porwie Ci dziecko i je zaszczepi.

Idź rodzić w lesie, tam będziesz wolna od systemu.

A mnie system nie zawiódł. Mnie utwierdził w przekonaniu, że można to zrobić dobrze. Że da się. Wszystko w szpitalu było respektowane. Każda moja prośba. Miałam wsparcie, kiedy tego potrzebowałam. Udzielane mi były wszystkie wychciewane informacje. Atmosfera była idealna. Personel uśmiechnięty, zadowolony.

Szczepić czy nie szczepić?

Ano widzisz, jak masz się bać, że jak nie zaszczepisz dziecka, to coś mu się stanie, to na litość boską idź i je zaszczep. Strach, że sanepid teraz będzie Cię śledził jak detektyw, na pewno na Ciebie spadnie.

Już Hiob to pięknie ujął:

„Przeraziłem się bowiem rzeczy przerażającej, a ona mnie spotyka i przychodzi na mnie to, czego się lękałem.” Hioba 3:25

To tyle. Tyle z porodu, którego ból szybko odchodzi w zapomnienie, by wypełnić się ogromem miłości.

Wszyscy spisaliśmy się na medal. Ja, Artur, Polka i Szpital.

Tylko Internet coś nawalił.

Czasem powinni go zakazać.

W kontakcie! 🙂

Daria

Świat na papierze określa mnie jako pedagoga zdolności i informatyki, super sprzedawcę, anglistę wychowawcę, grafika rysownika - dariuszka.pl - czy inną dziwną postać z zadartym nosem. A ja jestem płomieniem tworzącym przestrzeń miłości w ognisku domowym. Matką kochającą kwiaty, koty i modę (tę szperkową lumpeksową najbardziej).

Dodaj komentarz