Co robisz kiedy się pobrudzisz?

Co robisz kiedy się pobrudzisz?

Brudzenie się to ludzka specjalność. I czy to pot, czy błoto, to bez tego brudu, życie nie smakowałoby tak samo. I czy przytuli się do nas kominiarz, czy córka wyleje na nas szklankę soku, wszystko zmierza do tego, że marzymy o kąpieli. O tym uczuciu czystości i świeżości. Oblepieni brudem całego dnia, zgnieceni przez ludzi w tramwaju, wywróceni w okolicznej kałuży – pragniemy stać się czyści. Leccy.

Brudzenie się to ludzka specjalność. Tu sąsiad na nas nakrzyczy, tu zabijemy w myślach kochankę męża, tam będziemy dopuszczać do swojej głowy myślokształty o brzydocie świata. I czy to gniew, czy wrzask, potrafi to totalnie zaburzyć nasze życie. Ukiszeni w emocjonalnych i umysłowych bólach marzymy o tym, by być znów jak dzieci. Leccy.

Czemu nikt nam nie powiedział jak uprać swoje niewidzialne Ja?

Swoje Plancki. Fluidy. Energie. Ducha?

A no, bo człowiek czysty w środku, takim łatwym do pomiatania nie jest. Ale już pal licho z władzami tego świata. Nam na tym poziomie międzyludzkim cholernie utrudnia to funkcjonowanie. Kiedy jesteśmy rozchwiani, niestabilni, niepełni, kiedy powoli czujemy, że nie ma Nas w Nas, wtedy wszelkie relacje są zaburzone. Wszelkie pasma miłości i radości są przerywane przez ciemność. Dlatego…

ROZŚWIETLAJMY SIĘ!

Zbierajmy się do kupy! Bierzmy niewidzialny prysznic. Codziennie rano – najlepiej po przebudzeniu – wypowiedzmy głośno swoje IMIĘ. Może być i pierwsze i drugie imię – to zależy tylko od nas samych, czy czujemy się spójni z naszym drugim imieniem. Wieczorem, po całym dniu, powtórzmy wypowiedzenie naszego imienia raz jeszcze! O co chodzi? O przywoływanie siebie do siebie. O zbieranie swoich cząstek w jedność. Rano, bo nie wiadomo co się do nas w nocy przyczepiło i po całym dniu, gdzie niewidzialnie ocieraliśmy się o świat.

Dla mnie jest to efektywny rodzaj… kilkusekundowej modlitwy. Chcę bowiem, żeby to czego gołym okiem nie widać, to moje i to co mnie tworzy, było całe. Zdrowe i dobrze funkcjonujące. Tylko wtedy mam siłę, by przedzierać się przez zmagania dnia.

Przy wypowiadaniu imienia bardzo ważna jest nasza intencja. Nie róbmy sobie pod górkę myśleniem o byle czym, ale skupmy się na zbieraniu się w całość. Ja myślę sobie, że ta cała energia, którą gdzieś mimochodem zostawiłam, do mnie wraca. Zewsząd. Przy tym staram się robić to w pozycji otwartej, z rękami do góry, tak by poczuć tę moc. Siłę.


W poniższym filmiku trochę ciekawostek, m.in. o tych rękach wzniesionych ku górze!

Jak to działa? I czy działa?

Kilka dni po rozpoczęciu realizowania rytuału z imieniem, zauważyłam niesamowite zjawisko – powrót cudownych wspomnień z przeszłości, o których istnieniu niby wiedziałam, ale nigdy nie były one tak wyraźne.

Skakanie po kałużach czy bujanie się na trzepaku nagle staje się namacalne, a obserwowanie scen wyrwanych z ówczesnej radości, jest trochę jak przywoływanie puzzli na właściwe miejsce.

A tak doraźnie, to z rana wypowiadanie swojego imienia z namaszczeniem dodaje mi energii do działania, czuję się zwarta i gotowa by realizować kolejne marzenia. By w ogóle marzyć. Wieczorem natomiast jest to dla mnie totalne ukojenie, wyciszenie wewnętrznych hałasów. W ciągu dnia – Daria – weź się w garść!

MAGIA

Przestałam magię wkładać między bajki. Czymże innym było uzdrawianie chromych przez Jezusa? On potrafił panować nad niewidzialnym. I to na tyle skutecznie, że nie musiał się znajdować blisko osoby potrzebującej. Miał moc kontrolowania Plancków – wszystkiego, co udowadniał niejednokrotnie dokonując rzeczy przez wielu uznawanych za niemożliwe. Poznał siebie i innych. //wciąż ma, wciąż jest, wciąż zna//

I każdy z nas ma moc. Tylko musimy się obudzić. Wzrastać w człowieczeństwie. Harmonizować się. Uspokajać. Nie dawać sobą manipulować, ani nie manipulować innymi. Być światłem w obliczu ciemności. Stać twardo jak skała. Kochać.

Ten niewidzialny prysznic jest małym kroczkiem do tego by stawać się lepszym,

ale on sam nie wystarczy do tego byśmy wzrastali w człowieczeństwie.

Wzrost duchowy to praca nad samym sobą. To zaczęcie od siebie. To wojna o siebie. O swojego Ducha. To obserwowanie myśli i uświadamianie sobie, że większość tych dziwactw włożyły nam do głowy systemy. To działanie napędzane miłością, a nie nienawiścią. To zrozumienie, że Bóg jest blisko. W nas. We mnie. W Tobie.

Jednak na początku to potrafi być cholernie trudne.

Wiem, bo mimo tych wszystkich słów, które Wam przekazuję i w które wierzę, sama się czasem uginam pod ciężarem świata. Ale chcę wyzbyć się duchowego lenistwa. Chcę umieć kochać Kowalskiego nawet jak patrzy na mnie nieciekawym wzrokiem. Bo to nie prawdziwy Kowalski. Kowalski ukryty jest głęboko w środku i tęskni za tym co dla nas zostało stworzone. Miłość i życie w radości.

Chcę kochać bezwarunkowo, miłością Agape. Chcę nauczyć się, że moja wolna wola kończy się tam, gdzie zaczyna się wolna wola drugiego człowieka…


A jak Wy rozumiecie pojęcie rozwoju duchowego?

Dajcie znać w komentarzach : )
Ach i pamiętajcie, żeby wziąć prysznic!

Cześć!

Daria

Świat na papierze określa mnie jako pedagoga zdolności i informatyki, super sprzedawcę, anglistę wychowawcę, grafika rysownika, czy inną dziwną postać z zadartym nosem. A ja jestem płomieniem tworzącym przestrzeń miłości w ognisku domowym. Matką kochającą kwiaty, koty i modę (tę szperkową lumpeksową najbardziej).

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Nie rozumiem…

    Czyż Jezus nie zalecał wołanie o Ducha Św bez ustanku?

    Gdzie indziej czytamy, ze nie Ci co wyganiały demony, uzdrawiali (jaka mocą to czynili?) wejdą do Bożego królestwa, ale Ci ci czynią wole Ojca, który jest w niebie.

    Reasumując codziennie rano wołam, ale nie siebie i mój grzeszny stan, ale Boga Ojca o Ducha Świetego :).

    1. Jezus w całym NT wskazuje na to, że każdy może obudzić w sobie Chrystusa. Wszyscy jesteśmy braćmi, jednością. Nie tylko o sobie mówił jako o tym, który ma monopol na Boga, ale wskazywał, że Bóg jest w kazdym z nas. Powtarzał to za każdym razem jak kogoś uzdrawiał, mówiąc, że to jego wiara go uzdrowiła.
      Co do imienia, jak Jezus zmartwychwstał, to Maria poznała go dopiero jak powiedział do niej po imieniu. Brzmienie tego imienia, pozwoliło jej zrozumieć, kto do niej mówi. Wcześniej nawet jak przy niej stał, nie wiedziała, że to On.
      Odkrywanie w sobie Chrystusa i uświadamianie sobie, że zostaliśmy powołani do stawania się Synami Bożymi, bez Ducha Świętego byłoby niemożliwe. On nam wskazuje drogę. Wskazując też na to, że to w nas jest zawarte wszystko. Hej!

  2. Nigdy nie zastanawiałam się dłużej nad swoim rozwojem duchowym. Ale gdy tak teraz luźno o tym myślę to jest on dla mnie postrzeganiem samej siebie jako osoby. Rozwijam się duchowo codziennie. Książkami, muzyką, filmami, serialami, spotkaniami i rozmową z innymi ludźmi.

    1. Zgadza się, rozwój duchowy to inaczej rozwój człowieka. Wzrastanie w człowieczeństwie, poprzez pokochanie siebie, innych, wybaczenie, właściwe myślenie, itp. Świat zewnętrzny jest nam potrzebny do optymalnej pracy nad sobą, więc czerpanie z książek, filmów, seriali jak i od innych ludzi ma swój sens, jednak myślę, że tylko wtedy jak jesteśmy świadomi co musimy jeszcze w sobie przepracować, bo inaczej zatrzymujemy się na poziomie refleksologii. Co więcej kultura i tradycja w jakiej wzrastamy narzucają nam postrzeganie ‚duchowości’, a może raczej zamykają ją w religii, tym samym zamykając poznanie innym, a my mimochodem przyjmujemy te obyczaje za swoje i nawet nie budzi się w nas potrzeba zadawania pytań, czy oby na pewno to jest prawda? Czy oby na pewno te święta, moralność, tradycja w sensowne miejsce nas prowadzą? A rozwój duchowy to przede wszystkim ogrom pracy włożonej w rozwój siebie jako człowieka.

Dodaj komentarz