Dzieci – niech im będzie WOLNO(ść)

Dzieci – niech im będzie WOLNO(ść)

Zastanawialiście się kiedyś jak wyglądałby świat, gdyby wszystkie dzieci wzrastały w warunkach optymalnych do ich rozwoju? Bez ponagleń, ograniczeń i musztry? Wśród dorosłych, którzy słuchają i wspierają?

Dziś chcę trochę o książce „Alfabet”, o byciu lub nie byciu tym kim się być chce i o wolności. Do rodziców i do nierodziców. Do nas, będących tworem wzorców, wyobrażeń i zapotrzebowań.  Do nas, tych, co chcą się obudzić i nie leży im system. Do nas tych co szukają balansu i swojej przestrzeni w świecie.

N JAK NAUCZYCIEL

To ciężki kawałek chleba jest. Poczynając od praktyk studenckich w prestiżowych warszawskich szkołach, a kończąc na byciu wychowawcą anglistą grupy przedszkolnej, jednogłośnie stwierdzam, iż to nie dla mnie. Tyle razy ile musiałam wchodzić w rolę systemowego pionka, który dzieci w linii ustawić musi, wychować je i ułożyć pod konkretne wytyczne, tyle razy wracałam do domu zdruzgotana. I oni mi mówią, że to wszystko w dobrej wierze jest. Harmonogram zajęć tak ciasny, że mysz się nie przeciśnie, każda chwila obliczona co do joty, warsztatów wielorakich milion dwieście, czasu na zabawę, tyle co pogoda pozwoli i Ty nauczycielu podążaj za tym, bo z tego Cię rozliczają, by obecność się zgadzała, wiersz wyrecytowany był idealnie, balet bez potknięcia, a dzieci które nie chcą współpracować, by nagle współpracować chciały. Stań na głowie i na rzęsach, bo wszystko ma być cacy. Bo rodzice patrzą. Rodzice płacą. I rodzice wymagają. A dyrektorzy im w to grają, bo kasa, opinia i prestiż. Pozycja się liczy. Rankingi.

Smutno mi było, kiedy zdarzały się sytuacje, w których nie okazywałam wystarczająco dużo czułości czy zrozumienia dzieciom. Że nie byłam wrażliwa na ich dziecięce smutki, że nie umiałam zareagować tak, jak teraz myślę, że bym to zrobiła. Wiem, że rok to za mało, by stać się super pedagogiem, ale wiem też, że to wystarczająco dużo by stwierdzić, że póki ta forma edukacji, ten przepych i pośpiech się nie zmienią, to ja tam nie pasuję. I wielu pedagogów również, a mimo to uczą, wciąż tam tkwią. Sfrustrowani, niechętni, żyjący problemami, wściekli, ponaglający dzieci. Nauczyciele, których wytworzył system.

Czy tu mowa o powołaniu? Czy powołanie polega na tym, że mimo systemu, człowiek potrafi być człowiekiem?

Tak. Ale to tyczy się całego życia. Każdego zawodu. By być człowiekiem.

W JAK WOLNOŚĆ

W sytuacjach, lekturach, przedmiotach, każdy szuka potwierdzenia swoich myśli. Tak to działa. I każdy znajdzie swoją rację. Świat jest obfity w materiały dla każdego. Jak tylko zaszłam w ciążę, pochłaniałam pozycje, artykuły i filmy, które skupiały się na naturalnym i intuicyjnym rodzicielstwie. Wolności w obcowaniu z drugim człowiekiem, dzieckiem. Wszystkie drogi  tej podróży prowadzą do takich osobowości jak Sir Ken Robinson czy Andre Stern…

I tak wpadła mi w ręce książka „Alfabet”  E. Wagenhofer, S. Kriechbaum, A. Stern. System przeplatany wolnością. Historie z realizacji filmu o tym samym tytule, podkreślające absurdy dzisiejszego systemu edukacji, trafnie określonego mianem jednej z obecnych gałęzi gospodarki. Wytwór robotów, które myślą szablonowo. Niewolnicy do produkcji mamony dla garstki rządzących. Niewolnicy systemu, w który tak bardzo wierzą, że często nie dostrzegają w jakiej sytuacji się znaleźli, a jak dociera do nich, że to świeczki nie jest warte, to włącza się strach. Kulturowo zakorzeniony, wdrukowywany nam od maleńkości. Bo przecież wykształcenie równa się dobre i godne życie, dlatego zapodajmy rywalizację i niewystarczającą ilość miejsc na uczelniach, co by pogłębiać podziały.

Mi się tu nasuwa tylko działanie ciemności, bo światło nie tworzy podziałów i wie, że wszyscy Jedno jesteśmy. Nie ma lepszych i gorszych.

Jest szacunek dla drugiego człowieka. Jest rozwijanie talentów. Indywidualność. Jest nauka przez zabawę. Nauka, która przychodzi naturalnie. W obserwacji, uważności. W pozwoleniu na to, by statki z liści puszczać w kałuży przez cały dzień, a nie ułamek sekundy, bo dorosłemu się spieszy. Ta wolność jest w słuchaniu dziecka. W dostrzeganiu sensu jego zachowań. Ono się uczy żyć. Wyrażać siebie.

Chcę by moje dziecko miało szansę rozwijać swój potencjał, odnaleźć siebie w warunkach, które mi nie zostały dane. Czuję i rozumiem stracony czas spędzony w szkolnej ławce. Rok w rok mielenie tych samych tematów. Naprawdę 12 lat siedzenia w ławce dla umacniania podziałów społecznych. Wojny, granice i patriotyzm…

Nie mówię, że szkoła mnie niczego nie nauczyła, bo to byłoby głupotą, ale naprawdę można by to lepiej wymyślić. Usprawnić, kładąc nacisk na indywidualność każdego człowieka, a nie na standaryzację. Na produktywność.

Jak to jest, że dzieci chodzą kupę lat do szkoły i nie potrafią się uczyć? Jak to jest, że po tylu latach ‘przygotowania do życia’ stają się dorosłymi, którzy nie wiedzą co w życiu robić? Czują zagubienie?

Co odebrał nam system edukacji, że cierpimy na swoistą pustkę czy brak zaradności życiowej?

Od najmłodszych lat system odbiera nam wolność. Każe nam stawać w równej linii i być posłusznym. Podporządkowuje nas sobie. Testuje. Wyrównuje szanse. Śnieg każe kojarzyć z zimą, a nie z bałwanem, bo za bałwana jest 0 punktów.

T JAK TWÓRCZOŚĆ

Będziemy tworzyć. Biegać boso po lesie. Pisać kredą po chodniku. Uczyć się liczyć przy płaceniu za kupno świeżych owoców. Uczyć się czytać z ciekawości, bo przecież „Mamo, a co to za literka? A co tu jest napisane?”. Wszystko  w swoim czasie, który nastanie naturalnie. Będziemy tańczyć i grać na instrumentach. Wspólnie gotować i dostrzegać sens istnienia. I będziemy wśród ludzi. Radośni i niosący światło. I z ludźmi i od ludzi uczyć się będziemy.

dzieci edukacja domowa alfabet

O JAK ODWAGA

Nie boję się. O nic. O uwagi, że coś zrobię nie tak. Że ta droga edukacji domowej, o której marzę, to za bardzo idealistyczna jest i dziecko mi się w sobie zamknie albo nieprzystosowane do życia będzie. Aspołeczne będzie. Nie pozna czym jest zło.

Dziecko w każdym środowisku przeżyje swoje porażki i sukcesy, ale nie w każdym uwolni swój potencjał. 

Dzieci są mądre. Treściwe w swych wypowiedziach. W byciu. Nie bagatelizuj ich, bo to „tylko dziecko”. To człowiek, w mniejszym ciele. Człowiek, który póki się go nie zaśmieci, póty patrzy na świat czystością serca.

S JAK SZKOŁA

Co jeśli nie masz wyboru i musisz posłać dziecko do szkoły tradycyjnej? Edukacja domowa, to nie Twoja bajka, a alternatywnych placówek w Twojej okolicy brak?

Bądź zmianą. Rozmawiaj z dzieckiem. Poświęcaj mu wolny czas. Słuchaj go. Dyskutuj. Zabieraj do lasu. Daj mu przestrzeń do działania i tworzenia. Do inicjatywy. Angażuj je w życie domowe. Niech rozkłada talerze na stole, czy wynosi śmieci. Inspiruj. Bądź odwagą i pewnością, wskazówką i wsparciem. Zrozumieniem. Złap balans między byciem przyjacielem a wychowawcą. Uświadom dziecku, że uczysz się życia razem z nim. Że każde z Was jest w drodze.

Z JAK ZMIANA

Tak, musimy zacząć od siebie – my dorośli. My musimy stać się jak dzieci, bo inaczej najmłodsi przesiąkną systemem wkodowanym w nas. Naszym „Chłopcy nie płaczą, nie bądź mazgajem” albo „Synku, co się mówi? Dziękuję! Powiedz Dziękuję”. Jeżeli nie dostrzeżemy u siebie potrzeby nawrócenia, tj. zmiany umysłu, potrzeby rozwoju i stawania się lepszym człowiekiem, to na nic może się zdać edukacja domowa czy szkoły alternatywne.

R JAK REASUMUJĄC

Myślę, że trzeba by jeszcze H uwzględnić jako Holistyczne podejście do życia. I można by jeszcze głośno pytać, o to czy wszystkie placówki alternatywne są warte zachodu? Anyway, tekstu już jest sporo, nie ma co klikać dalej. „Alfabet” przeczytajcie – wart jest tego – dużo w mojej głowie otworzył. Nawet media elektroniczne do innej umysłu szuflady włożył.


Dajcie znać Rodzice i Nierodzice jak to u Was i Waszych dzieci jest? Jakie macie przemyślenia odnośnie tradycyjnego systemu edukacji? Jakie doświadczenia? Jakie pragnienia?

Ściskam Was ciepło,

Daria

Daria

Świat na papierze określa mnie jako pedagoga zdolności i informatyki, super sprzedawcę, anglistę wychowawcę, grafika rysownika, czy inną dziwną postać z zadartym nosem. A ja jestem płomieniem tworzącym przestrzeń miłości w ognisku domowym. Matką kochającą kwiaty, koty i modę (tę szperkową lumpeksową najbardziej).

Dodaj komentarz