Dom bez telewizora, czyli jak ugotować obiad z dzieckiem?

Dom bez telewizora, czyli jak ugotować obiad z dzieckiem?

Od jakiegoś czasu zabieram się do napisania tego tekstu, jednak w obecnej rzeczywistości, kiedy różnego rodzaju wyświetlacze towarzyszą nam każdego dnia, temat wydaje się być bardzo wielowątkowy, przez co trudny do uchwycenia. Bo czy nie mając telewizora, a posiadając telefon, tablet czy komputer rzeczywiście coś się w życiu zmienia? Kiedy wprowadzić media elektroniczne w życie najmłodszych? I co z dzieckiem ma zrobić matka, która chce ugotować obiad?

MYŚLĘ, ŻE GDYBY POTRAKTOWAĆ TELEWIZOR JAKO NARZĘDZIE, KTÓRE MA NAM SŁUŻYĆ, A NIE NAS UWALAĆ, TO WSZYSTKO BYŁOBY W PORZĄDKU

Jednak coraz częściej zdarza się, że tam gdzie jest telewizor – włączony jest non stop. Widok zahipnotyzowanych ludzi, którzy nawet na Ciebie nie spojrzą, kiedy z Tobą rozmawiają, tak bardzo zaaferowani są przekazem telewizyjnym, w wielu domach jest codziennością. Co gorsza, ja sama kiedy znajduję się przy włączonym telewizorze, łapię się na tym, że jest on jak magnes dla moich oczu. I nie chcę tego. Ani dla siebie, ani dla swojego dziecka.

dom bez telewizora

Takie dzikie deseczki znajdziecie u AsiMi Pomysłowej Mamy

Dom bez telewizora, ale telefon i komputer, to masz?

Ano mam, jednak widzę tę subtelną różnicę w wyborze informacji, które do mnie trafiają – choć nie oszukujmy się, korzystając z innych małych wyświetlaczy i Internetu, nie mamy możliwości, żeby definitywnie odciąć się od informacji czy reklam, które system chce nam włożyć do głów. Jednak nie oglądając telewizji możemy ów przekaz znacznie zminimalizować. Dla mnie to dużo. Bardzo dużo. Nie funduję sobie dodatkowych bodźców, które zbędnie zalewają mózg. Prawdę mówiąc już kilka lat temu zrezygnowałam z wszelkich portali informacyjnych, politykę ograniczyłam do zera. Bo to jest świat, w którym na zmianę wykłada się świeże mięso przeplatane odgrzewanymi kotletami. A ja wiem, że rzeczywistość wygląda tak jak ją sobie stworzę. 

Obserwując ludzi dla których włączony telewizor stał się czymś tak oczywistym, że robi za tło obrazu rodzinnego, zrozumiałam ilu zbędnych bodźców sobie dostarczają. Szum, brzęk, wiadomości, seriale, filmy, reklamy w tle domowej rzeczywistości, to czynniki, które mają ogromny wpływ na nasze myśli i podejmowane decyzje. Telewizja zakrzywia prawdziwy obraz świata. Straszy, grozi, znieczula, wprowadza w kompleksy i zmniejsza naszą zdolność do krytycznego myślenia. Dlatego warto odpowiedzieć sobie na pytanie:

Kiedy pozwolić dziecku na oglądanie telewizji?

A szerzej rzecz ujmując, kiedy pozwolić najmłodszym na korzystanie z mediów elektronicznych? Osobiście bardzo mnie mierzi widok małych dzieci przed telewizorem, z telefonem czy tabletem.  Czy nie ma we mnie zrozumienia dla tych zapracowanych rodziców, którzy ratują się elektroniką, by zająć dziecku czas? Dla matek, które chcą mieć 10 minut spokoju, by móc ugotować obiad?

Zdecydowanie widzę różnice między sporadycznym wykorzystywaniem mediów elektronicznych jako pomocy w rodzicielskim życiu, a zaniedbywaniem dziecka i pozostawianiem go z telefonem czy telewizorem sam na sam na czas bliżej nieokreślony. Widzę różnice między pięciolatkiem oglądającym bajkę (którą świadomie wybrali rodzice), a niespełna dwuletnim dzieckiem bawiącym się w pokoju, gdzie wciąż szumi i szumi. Niuansów jest wiele, ja kładę nacisk na świadomość i weryfikację tego, co i w jakiej ilości prezentuję mojemu dziecku. A przede wszystkim stawiam na samodzielną zabawę, która fenomenalnie wpływa na rozwój twórczego myślenia i umiejętność rozwiązywania problemów.

SWOJĄ DROGĄ, JAK TAK WCIĄŻ SZUMI, TO I ZABAWA DZIECKA BĘDZIE DUŻO MNIEJ EFEKTYWNA, PONIEWAŻ JEGO UWAGA BĘDZIE GŁÓWNIE SKIEROWANA NA TĘ FAJNĄ RZECZ, CO CIEKAWE DŹWIĘKI WYDAJE I KOLOROWE OBRAZY WYŚWIETLA

Co więcej badania pokazują, że korzystanie z mediów elektronicznych przez dzieci ma niekorzystny wpływ na ich rozwój. Bezsenność, zaburzenia łaknienia, niemożność skupienia się, przebodźcowanie czy uboższy język, to główne skutki nadmiernego obcowania z… telewizją, youtubem, grami czy inną obrazy zmieniającą historią. Najkorzystniej zatem przedłużyć moment, w którym wprowadzimy owe media w życie naszego dziecka. American Academy of Pediatrics zaleca by poczekać z tym przynajmniej do 2 roku życia dziecka, a ja uważam, że to zdecydowanie za wcześnie. Trafniejszym okresem na stopniowe zapoznawanie dziecka z urokami mediów elektronicznych jest dla mnie wiek 4-5 lat.

dom bez telewizora

Jak zatem gotuję obiad, kiedy między nogami krząta mi się kilkumiesięczny człowiek?

Młodej podrzucam drewniane kuchenne łyżki i  plastikowe opakowania, które na chwilę ją zajmują, po czym między jednym krojeniem marchewki a drugim, chodzę za nią i przestawiam z kąta w kąt. Czasem też uda mi się ją włożyć do krzesełka i dać jakąś zabawkę. Po prostu staram się zachęcić ją do samodzielnej zabawy. I jestem świadoma, że im starsze będzie dziecko, tym bardziej będę musiała się gimnastykować w ogarnianiu codzienności. Jednak i ten etap minie, a nastanie etap rozmowy, współpracy i wspólnego przyrządzania posiłków.

A więc radzę sobie iście spontanicznie. A czasem po prostu czekam, aż Artur wróci do domu i zrobi obiad.


A czy Wy zdecydowalibyście się na życie bez telewizora? Czy pozwalacie dzieciakom oglądać telewizję i/lub inne migoczące treści? Jeżeli tak, to czy staracie się kontrolować ilość spędzonego z technologią czasu? Wiecie co oglądają Wasze dzieciaki? Kiedy pierwszy raz pozwoliliście dziecku na tę formę spędzania czasu?

Wiele pytań rodzi ów temat i nie jest łatwy, ale myślę, że obowiązkowy do przemyślenia. Chętnie poznam Wasze zdanie i historie, bo sama chcę mądrze wprowadzić technologię w życie dziecka, omijając drogę Oczekiwania vs Rzeczywistość.

Źródła: 1, 2

Daria

Świat na papierze określa mnie jako pedagoga zdolności i informatyki, super sprzedawcę, anglistę wychowawcę, grafika rysownika, czy inną dziwną postać z zadartym nosem. A ja jestem płomieniem tworzącym przestrzeń miłości w ognisku domowym. Matką kochającą rośliny, kuchnię i modę (tę szperkową lumpeksową najbardziej).

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Piękny, mądry tekst. My mamy TV ale tygodniami nie jest włączany, a jeśli już jest to tylko wieczorem, żeby zacząć oglądać dobry film a po 5 minutach zasnąć (wczoraj pierwszy raz od kilku miesięcy obejrzałam film – bo był świetny a ja nie aż taka śpiąca – „Na karuzeli życia” Woody’ego Allena). Polityka – sucks. Nigdy mnie nie interesowała. Kiedyś myślałam ze powinna i starałam się mniej więcej wiedzieć o co chodzi, teraz jestem cudownie szczęśliwa nie znając prawie żadnych nazwisk i nie śledząc przepychanek PIS-PO itp. A z iPadami, komórkami dla dzieci – umiar. Poniżej 2 roku życia dziecko nie powinno mieć z nimi kontaktu, później – bardzo oszczędnie i pod nadzorem rodziców, bajka 4-5 latkowi nie zaszkodzi.

    1. Dziękuję kochana za Twój komentarz! Jak to mówię, nie ma co złorzeczyć na telewizor, bo on sam w sobie całkiem fajnym wynalazkiem jest. My sami chętnie jak mamy czas oglądamy filmy na komputerze (choć luksusem byłby rzutnik i film na ścianie), ale męczyć głowę telewizją non stop, to nie jest życie. Najważniejsze jest teraz to, by mądrze technologię dzieciom wprowadzić w życie i tak jak piszesz, umiar i rozsądek – balans, są bardzo wskazane. Choć nurtujące są dylematy matek, które chcąc się dzielnie trzymać wizji dziecka bez telefonu/tabletu w szkole, szybko wymiękają bo nagle okazuje się, że ich dziecko jako jedyne nie ma telefonu i przez to czuje się odrzucone. Dla mnie to jeszcze level hard do rozważań. A Woody’ego Allena chętnie obejrzę, tego akurat nie widziałam… aaa i gra tam Kate Winslet <3! Ściskam!

Dodaj komentarz