Do kogo zatem razem uśmiechamy się w lustrze?

Do kogo zatem razem uśmiechamy się w lustrze?

Największą dla mnie – dzisiaj –  odpowiedzialnością w byciu rodzicem jest świadomość tego, że słowa, którymi wpisuję pierwsze ślady naszej cywilizacji w mózg nowego człowieka, zostaną tam na dłużej.

Co więcej, jest duże prawdopodobieństwo tego, że ów człowiek uzna je za swoje myśli.

Ja spotkałem się ze sporą ścianą braku akceptacji programu mojego umysłu, kiedy doszło do mnie, że moje myśli wcale nie muszą być moje. Że moje myśli to myśli mojej mamy i mojego taty. Moich dziadków i babć. I że ja niekoniecznie muszę się z nimi utożsamiać i brać je pod uwagę w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji.

Ale potrzebowałem na to ponad dwudziestu lat.

Przez dwadzieścia lat moja świadomość, smagana obcymi konstruktami myślowymi, trwała w świecie, produkując warstwę wyrażania całego tego młynu, w postaci ego.

Spójna, gładka, czysta jaźń wyrażana chaotycznym i drażliwym ego.

I teraz to wiem.

I teraz mam człowieka, któremu albo to zbuduję, albo pokażę świat z innej niż mi pokazano perspektywy.

Bez jakościowania i gloryfikowania mojej drogi.

Po trochę ponad trzech miesiącach życia Pola uśmiecha się na widok swojej twarzy w lustrze. Czy to wrodzony program autorozpoznawania nosiciela świadomości, czy już po prostu przyjemny nawyk patrzenia na ładność? Nie wiem. Włącza mi się jednak program odpowiedzialność. W tej sytuacji, obiektywnie czystej i pięknej, proste słowa determinować będą percepcję samoświadomości. Tu zaczyna się odpowiedzialność założenia fundamentów na jakich zbuduję ten dom. Nie mój dom. Czy na skale, która wytrzyma każdy zły podmuch, czy na piasku, który burzył będzie się przy każdym większym wietrze?

Do kogo zatem razem uśmiechamy się w lustrze?

Do Poli i taty? Niekoniecznie. Kto tam jest? Ty Pola? Nie do końca. To tylko Twoje nogi, ręce, głowa twarz. To taty usta i brwi. Ale nie tata. A przynajmniej nie w tej postaci, która jawi się równie fizycznemu wzrokowi. Tata jest tak samo głęboko jak Pola. Dalece głębiej niż lustrzane odbicie fizycznej powłoki, która w ciągu życia zmieni się jeszcze niezliczoną ilość razy, a którą wciąż ściśle wiązał będę z istnieniem mojego Ja.

P.S. Ciekawe jest to, że ciało identyfikuje się ściśle z człowiekiem. A przecież to tylko pojazd jaźni. Kiedy poruszam się samochodem, to jakoś nikt nie twierdzi, że jestem Fiatem.

Artur

1987, po mat-fizie, pedagogice, filozofii i realizacji dźwięku. Prowadziłem winiarnię w centrum serca Śląska. Prowadziłem jedno z bardziej cenionych studiów nagrań w stolicy. Skutecznie sprzedaję. Nie wiem jak długo jeszcze. Nie doskwierają mi zmiany. (Nihil)

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Fajnie bylo przeczytac. Niektorzy u nas chcieliby byc…. Skoda Favorit😀

    1. Martwić się zacznijcie dopiero jak się to zmieni na Multiplę 😛

Dodaj komentarz